Wchodzisz do kuchni i nie pamiętasz po co. Przez trzy dni omijasz maila, który i tak trzeba wysłać. Wcinasz się komuś w zdanie. Czytasz stronę i łapiesz się, że od dawna jesteś myślami gdzie indziej.
Stąd już krótka droga do zdania: no to chyba wszyscy mamy odrobinę ADHD.
To zdanie brzmi znajomo, bo zaczyna się od czegoś prawdziwego. Rozkojarzenie, impulsywność i bałagan w planowaniu nie są zarezerwowane dla jednej grupy ludzi. Problem zaczyna się, gdy z tego faktu robi się wniosek diagnostyczny.
To, że jakaś cecha pojawia się w całej populacji, nie znaczy, że wszyscy mają zaburzenie.
Nasilenie cech nie układa się w dwa osobne pudełka
Badania naprawdę pokazują, że cechy kojarzone z ADHD układają się raczej jak skala, a nie jak włącznik.
Ludzie różnią się tym, jak długo potrafią utrzymać uwagę, jak szybko działają bez namysłu i ile ruchu albo wewnętrznego niepokoju ze sobą noszą. Nie ma dwóch czystych pudełek: tu zawsze skupieni i poukładani, tam osoby z ADHD.
W holenderskim badaniu populacyjnym NEMESIS-2 przebadano ponad 5300 dorosłych. Wraz z liczbą zgłaszanych objawów ADHD rosło współwystępowanie innych zaburzeń, obciążenie czynnikami ryzyka i ograniczenia w funkcjonowaniu. Badanie wspiera opis cech ADHD jako stopniowo nasilających się w populacji, ale samo nie wyznacza klinicznego progu diagnozy.
Podobny obraz dało badanie opublikowane w 2024 roku. Rodzice niemal 2000 dzieci w wieku szkolnym oceniali cechy ADHD i jakość życia psychospołecznego. Im wyższe nasilenie cech, tym gorzej dzieci radziły sobie społecznie i emocjonalnie. Spadek był stopniowy. Badacze nie znaleźli nagłego załamania w jednym miejscu skali.
To jest ważne rozróżnienie.
Nasilenie tych cech może rozkładać się stopniowo w populacji.
Z tego nie wynika, że diagnoza jest ozdobnikiem.
Mieć cechy i mieć ADHD to dwa różne pytania
Można być impulsywniejszym od większości znajomych i nie spełniać kryteriów.
Można często odpływać myślami i nie mieć ADHD.
Można też mieć ADHD i przez lata wyglądać na osobę ogarniętą, bo kalendarz, przypomnienia, lęk przed konsekwencjami i ogromny, niewidoczny wysiłek trzymają całość w kupie.
Diagnoza nie odpowiada więc na pytanie: „Czy zdarza ci się odkładać sprawy?”
Bliżej są inne:
Jak często?
Od ilu lat?
Czy podobnie było już wcześniej?
Czy to wraca tylko przy nudnej robocie, czy też przy rzeczach, które ktoś lubi i których potrzebuje?
Co z tego wynika w pracy, w domu, w relacjach, w pieniądzach, w nauce?
I najważniejsze: ile to kosztuje?
Wszyscy się rozpraszają. Nie wszyscy budują wokół tego całe życie
Dwie osoby mogą powiedzieć to samo: „ciągle zapominam”.
U jednej znaczy to, że telefon zostaje w drugim pokoju.
U drugiej: kilka razy przeleciały terminy opłat, spotkania wypadają mimo kalendarza, sprawy urzędowe czekają aż zrobi się z nich problem, a od dzieciństwa wraca zdanie, że trzeba bardziej pilnować swoich rzeczy.
To wciąż ten sam rodzaj zachowania.
To nie jest ta sama skala kłopotu.
Z odkładaniem jest podobnie.
Większość ludzi nie ma ochoty zaczynać nudnego raportu. To jeszcze prawie nic nie mówi.
Inna sprawa, gdy ktoś wie, że zadanie jest ważne, chce je zrobić, ma czas i warunki, a i tak przez kilka godzin nie potrafi ruszyć. Potem robi wszystko na ostro, nie śpi pół nocy i znowu obiecuje sobie, że następnym razem zacznie wcześniej.
Pojedynczy epizod jest słabą wskazówką.
Więcej mówi powtarzalny wzorzec.
Lista z Instagrama też nie jest diagnozą
Dzięki mediom społecznościowym sporo osób po raz pierwszy zobaczyło opis doświadczeń, których wcześniej nie umiało nazwać. To bywa pomocne.
Kłopot zaczyna się, gdy lista zachowań zaczyna zastępować ocenę.
Otwieram pięć kart naraz.
Nie lubię nudnych zadań.
Piję dużo kawy.
Czasem wpadam w hiperfokus.
Kupuję notes i po tygodniu o nim zapominam.
Każde z tych zachowań może pojawić się przy ADHD.
Żadne samo z siebie go nie potwierdza.
Test online może być przesiewem. Nie jest rozpoznaniem. Kwestionariusz liczy odpowiedzi. Nie zna całej historii człowieka.
Zdanie „każdy trochę ma ADHD” zaciera właśnie tę różnicę
Pojedyncze takie zachowania są powszechne.
Każdy czasem zapomina.
Każdy czasem działa za szybko.
Każdy czasem odkłada.
Każdemu trudniej się skupić po nieprzespanej nocy.
Mit zaczyna się więc od czegoś prawdziwego.
Ale osoba z ADHD nie dostaje rozpoznania dlatego, że robi rzeczy, których inni nigdy nie robią.
Liczy się częstość, trwałość, historia rozwojowa, powtarzanie się w różnych sytuacjach i cena, jaką ktoś za to płaci.
To inne zdanie niż „każdy ma trochę ADHD”.
Bliżej danych byłoby powiedzieć: cechy związane z ADHD występują w różnym nasileniu w całej populacji. Rozpoznanie stawia się wtedy, gdy objawy spełniają kryteria, utrzymują się w czasie i wyraźnie wpływają na codzienne funkcjonowanie.
Mniej chwytliwe.
Znacznie dokładniejsze.
Osobno wyjaśniamy, gdzie przebiega granica diagnozy ADHD i dlaczego sama obecność pojedynczych cech nie wystarcza.
Źródła
- van de Glind et al. Distribution of ADHD symptoms, and associated comorbidity, exposure to risk factors and disability: Results from a general population study
- Arildskov et al. 2024. Is Attention-Deficit/Hyperactivity Disorder (ADHD) a Dimension or a Category?
- NICE NG87: Attention deficit hyperactivity disorder: diagnosis and management